Brak wyników

HR mindfulness trendy

10 czerwca 2019

NR 3 (Czerwiec 2019)

O perfekcjonistach i zadaniowcach w kontekście pracy coachingowej i autocoachingowej z elementami uważności

0 91

„Patrzę na swoją listę celów, z którą kiedyś tu przyszedłem, i jestem zaskoczony. Połowy z nich nie zrealizowałem i jest mi z tym bardzo dobrze! Lepiej, niż gdybym je osiągnął. A nawet już się z nimi nie utożsamiam”. Tymi słowy doświadczony menedżer podsumował pół roku coachingu.

Takich osób jak wspomniany powyżej menedżer jest wielu. Ludzie biznesu, proaktywni, świadomi tego, że można osiągnąć więcej, przychodzą na coaching, aby zadbać o swoje kompetencje i jeszcze lepiej zarządzać. Zadbani, nienagannie ubrani, wysławiający się z klasą, zmotywowani. Ci najbardziej zorganizowani starannie wybierają coacha, przygotowują cel lub najlepiej kilka celów, są zaopatrzeni w notes lub tablet, wiedzą, czego chcą. Praca z nimi to czysta przyjemność. Dopóki nie odkryjemy ceny, która się za tym wszystkim kryje.

Perfekcjonizm i zadaniowość to cechy, które potrafią być bardzo przydatne. Dzięki nim staramy się wciąż doskonalić siebie, swoje działania, a więc niewątpliwie także talenty. Perfekcjoniści są zwykle dobrze odbierani w społeczeństwie jako osoby zorganizowane, pracowite, wytrwałe, a tym samym godne zaufania. Postrzegamy je jako niezłych naukowców czy wykładowców w świecie akademickim, jako menedżerów czy przedsiębiorców w biznesie, jako ambitnych freelancerów w różnych dziedzinach. Czasami mówimy o nich: ludzie sukcesu. Mało kto jednak wie, że często źródłem ich dążenia do doskonałości jest cierpienie. Gdzieś w tle napędzają ich przekonania w rodzaju: „Nie jesteś wystarczająco dobry”, „Musisz się jeszcze wiele nauczyć”, „Robię za mało”, „To wciąż słaby poziom”. Wiele z tych przekonań to spadek po wymagających rodzicach czy autorytetach. Czasami jest to program zemsty za ośmieszanie przez osoby bliskie lub rówieśników, a czasami rozkręcony nawyk, który sprawdzał się w czasach szkoły, studiów i początków pracy, ale po wielu latach przynosi zmęczenie lub wypalenie zawodowe. W każdym razie perfekcjonizm jako przynoszący korzyści bardzo szybko staje się nawykiem, niezależnie od tego, jaki był jego początek.

Pierwszym sygnałem, jakże charakterystycznym, jest używanie czasownika „powinienem” lub „powinnam”. W tym słowie jest zawarte „winien” („winna”), dlatego kiedy nie zrobię tego, co powinienem, czuję się źle. Powinności to imperatyw, podobny do „trzeba”, ale mocniejszy, bo odnoszący się do konkretnej osoby, która coś w związku z tym „musi”. Czasami powinności są zakamuflowane za słowem „chciałbym” czy nawet „chcę”, ale te słowa wypowiadane bez entuzjazmu zdradzają, że motywacja nie jest do końca własna. Kilka pytań coacha (np. „Po co?”) odsłania rzeczywisty motyw. 

Część celów sformułowanych na zasadzie powinności odpada dosyć szybko, ukazując głębszą warstwę rzeczywistych potrzeb. I tak pod celem „powinienem umieć organizować sobie czas” może być „chcę zadbać o siebie”, pod „powinienem skończyć doktorat” może być „chcę odpocząć od pracy naukowej”. ­Nieprzypadkowo większość celów osób dążących do perfekcji po zdemontowaniu przymusu przybiera postać zadbania o siebie w zdrowszy sposób, a wręcz czasami w ogóle zajęcia się naprawdę sobą (a nie zadaniami). Porzucenie perfekcyjnych celów nie zawsze spotyka się z łatwym przyjęciem.

Perfekcjonizm i zadaniowość to cechy, które potrafią być bardzo przydatne. Dzięki nim staramy się wciąż doskonalić siebie, swoje działania, a więc niewątpliwie także talenty. Perfekcjoniści są zwykle dobrze odbierani w społeczeństwie jako osoby zorganizowane, pracowite, wytrwałe, a tym samym godne zaufania. Mało kto jednak wie, że często źródłem ich dążenia do doskonałości jest cierpienie.

Może się pojawić niepokój, złość albo rodzaj nieprzyjemnego zwątpienia. To pokazuje czasami, że być może dana osoba powinna poruszyć ten temat na psychote­rapii.

Uważność w coachingu

Kiedy osoba podczas coachingu odkryje swoje autentyczne potrzeby, czeka ją jeszcze niełatwa droga wyrwania się z nawyku. Bo oczywiście pierwszym odruchem będzie… doskonale zadbać o siebie! Perfekcyjne podejście do pracy nad zmniejszeniem swojego perfekcjonizmu jest subtelniejsze i tym samym trudniejsze do uchwycenia1. I tu z pomocą przychodzi uważność.

Uważność jest praktyką, która z samej swej istoty koncentruje się przede wszystkim na teraźniejszości (choć oczywiście nie odcina się od przyszłości czy przeszłości). To oznacza, że cel (o ile możemy o nim mówić) nie jest gdzieś w przyszłości, ale w chwili obecnej. Nie musimy nad niczym pracować, nie musimy się kimś stawać, nie musimy nic ulepszać. Możemy po prostu być. Nasza obecność staje się wystarczająca. 

Trening uważności pomaga zatrzymać się w codziennym biegu, potem uświadomić sobie powstające impulsy do działania, które wynikają z nawyku. Z biegiem czasu odkrywamy ze spokojem, że już nigdzie nie musimy gnać, że jesteśmy, jacy jesteśmy, i to jest w porządku.

Skoro już wiemy, że perfekcjonizm, a także pracoholizm, zabieganie, nadmierne zatroskanie i tym podobne czynności mogą być nawykiem, warto przyjrzeć się, co możemy zrobić, aby żyć bardziej świadomie, a mniej na automatycznym pilocie. Poniższe ćwiczenia dedykuję wszystkim zapracowanym, nie tylko menedżerom. Być może posłużą one do innego spojrzenia na siebie i na rzeczywistość i pomogą w przebudowie naszej codzienności.
 

Praktyka redukcji stresu
Rekomenduję skupienie się na chwili obecnej. Warto zacząć od uświadomienia sobie swojego oddechu. Stopniowo przechodź uwagą od oddechu na całe ciało – poczuj napięcie mięśni, wędruj po swoim ciele, odkrywając różne doznania.
Następnie zwróć uwagę, gdzie się znajdujesz. Nie chodzi tylko o nazwanie fizycznego miejsca, lecz również o poczucie bycia w tej konkretnej przestrzeni – poczuj, że np. jesteś w pokoju, w konkretnym miejscu tego pokoju, w konkretnej postawie. Poczuj, jak Twoje ciało wypełnia ten kawałek przestrzeni, będąc jednocześnie w interakcji z otoczeniem – poprzez oddech (bo wdychasz tlen i wydychasz dwutlenek węgla), poprzez zmysły (co widzisz, co słyszysz, co czujesz nosem i poprzez skórę?). Jeśli Ci to pomoże, możesz powtarzać sobie w głowie: „jestem tutaj” albo prościej: „tutaj”, „tu”.
Kiedy poczujesz już swoje miejsce – dosłownie swoje miejsce w świecie – uświadom sobie płynący czas. Sekunda po sekundzie. Być może jak wiele zabieganych osób poczujesz mały dyskomfort (jeśli masz przekonanie, że czas ucieka i nie można go marnować). Jeśli tak, to uświadom sobie, że czas jest tylko wymiarem fizycznym, podobnie jak przestrzeń, a Ty robisz właśnie coś najważniejszego – zanurzasz się świadomie w danym czasie, w tym momencie naprawdę z niego korzystasz, żyjąc i będąc naprawdę w pełni. To przyniesie Ci wymierne korzyści, ponieważ to Ty będziesz zarządzał sobą w czasie, a nie Twoje nawyki Tobą. Jeśli Ci to pomoże, możesz powtarzać sobie w głowie: „teraz”.


Uważność, emocje i potrzeby

Bycie tu i teraz (w skupieniu na tym, co rzeczywiście dzieje się w danym miejscu i chwili) często wystarczy. To podstawowa praktyka. Jeśli chcesz, możesz pogłębić swoją świadomość o inne wymiary.

Będąc zanurzonym w chwili obecnej, możesz przyjrzeć się swoim emocjom. To szczególnie przydatne dla osób zorientowanych zadaniowo, które często bardziej robią, niż czują. Jeśli nie wiesz, co przeżywasz, ta część ćwiczenia jest dla Ciebie bardzo ważna. To nie muszą być wyraźne uczucia, po prostu skup się na wnętrzu swojego ciała – tam pojawiają się emocje. Być może jest to jakiś spokój, być może jakieś podenerwowanie. Z czasem będziesz dostrzegać ich niezwykłą różnorodność, zaprzyjaźnisz się z nimi, a one będą jak najlepsi przyjaciele informować Cię o Twojej relacji ze światem. Emocje są w porządku, wszystkie. To część życia.

W ślad za emocjami przyjrzyj się swoim potrzebom. One również mieszkają w Twoim ciele. Często idą w parze z emocjami. Czego potrzebujesz? Co masz ochotę zrobić w tej chwili? Nie ma złych ani dobrych potrzeb – wszystkie są w porządku. Pozwól im być i bądź ich świadom. Jeśli nie jesteś świadom swoich potrzeb, bo np. są bardzo subtelne, nie przejmuj się – z czasem będziesz je czuł i rozpoznawał. Część potrzeb będziesz mógł zaspokoić bez problemu, część z nich będzie wymagać odpowiedniego czasu, a części być może nigdy nie zaspokoisz – i to też jest OK. Część tych potrzeb jest naturalna, wspólna wielu ludziom, a część jest tylko Twoja. Nie wszystkie potrzeby są jednakowo ważne – niektóre są efektem różnych nawyków, które w sobie wyrobiłeś. Ćwicząc świadomość potrzeb, odkryjesz, że nie na wszystko będziesz musiał reagować, i poczujesz ulgę. 

Uważność i myślenie

Zwróć teraz uwagę na swoje myśli. Myślisz prawie przez cały czas. Nie ma znaczenia, jakie to myśli – one pojawiają się w Twojej głowie jak chmury na niebie. Nie są obiektywną rzeczywistością, nie oddają w pełni prawdy. To tylko reakcje w Twoim mózgu. Twój odbiór świata, wewnętrzny hologram tego, w jaki sposób postrzegasz rzeczywistość zewnętrzną. Dlatego nie przywiązując się do nich, obserwuj je z dystansem. Jakiekolwiek są, są w porządku.

Kiedy masz uważną świadomość swojego ciała, swojego oddechu, swoich emocji i swoich potrzeb, a także swoich subiektywnych myśli, co chcesz zakomunikować (sobie lub światu)? Nikogo nie musi być w pobliżu, ale możesz coś powiedzieć na głos, jeśli chcesz. Możesz też milczeć i po prostu być, jeśli tak jest Ci dobrze. Jeśli zaś chcesz coś powiedzieć, zwróć uwagę na swój ton głosu, na to, w jaki sposób się wypowiadasz. Usłysz się. Jak brzmi Twój głos? Czy mówisz prawdziwie? Czy mówisz uważnie? Czy tak możesz i chcesz mówić do innych? Czy uważność w Twoim głosie współgra z Twoją ­otwartością? Uważna komunikacja w dzisiejszym świecie jest czasami potrzebna jak woda na pustyni. 

Być może teraz zaobserwowałeś poruszenie w swoim ciele – zmieniły się emocje, potrzeby, myśli, a być może nawet ciało w przestrzeni. Wróć łagodnie do oddechu (który może teraz być inny). Jeśli chcesz, możesz powtórzyć całość praktyki uważnego bycia.

Uważność jest praktyką, która z samej swej istoty koncentruje się przede wszystkim na teraźniejszości (choć oczywiście nie odcina się od przyszłości czy przeszłości). To oznacza, że cel (o ile możemy o nim mówić) nie jest gdzieś w przyszłości, ale w chwili obecnej. Nie musimy nad niczym pracować, nie musimy się kimś stawać, nie musimy nic ulepszać. Możemy po prostu być. Nasza obecność staje się wystarczająca. 

Zmiana nawyków komunikacyjnych

Taka rozszerzona metoda przydaje się do rozbicia całego szeregu nawyków – nawykowego postrzegania rzeczywistości i nawykowego reagowania (myślenia, działania i komunikowania). Ubierając uświadomione treści w tzw. komunikat „ja”, możesz nauczyć się kilku prostych zdań, które będą użyteczne w pracy, w domu i wszędzie, gdzie chcesz. 

Czasami dobrym pomysłem będzie pytanie: „Co Ty na to?”, „Co proponujesz w tej sytuacji?”.

Może to zabrzmi niewiarygodnie, ale niemal każdą rozmowę da się ująć w tych kilku zdaniach. Do rozmów o ważnych sprawach nie potrzebujemy elokwencji. Uważne bycie, uważne komunikowanie i uważne słuchanie potrafi czynić cuda. Ta struktura będzie bardzo użyteczna zwłaszcza w kontakcie z tzw. trudnymi (dla nas!) ludźmi. Sugeruję mówić w takiej kolejności jak powyżej, ale nie jest to konieczne. Nie trzeba też trzymać się dokładnie tych samych słów ani używać wszystkich zdań. Oto kilka przykładów w praktyce.

„Widzę, że masz zmarszczone czoło. Czuję niepokój, ponieważ wyobrażam sobie, że coś się stało. Potrzebuję, żebyś mi powiedział, czy rzeczywiście coś cię trapi”.

„Słyszę, że mówisz o rzuceniu pracy. Zmartwiłam się. Wydaje mi się, że masz tam teraz nielekko. Potrzebuję powiedzieć ci, że jestem i że możemy pogadać”.

„Słyszę, że nie miał pan czasu na domknięcie tego w terminie. Szczerze mówiąc, złości mnie to, bo wyobrażam sobie, że możemy stracić kolejnego klienta. Potrzebuję zadbać o to, aby ludzie czuli się traktowani profesjonalnie. Co pan proponuje?”

„Widzę zdjęcia z wakacji! Bardzo się cieszę, bo wydawało mi się, że bardzo potrzebowałeś tego urlopu. Mam potrzebę, żebyś mi opowiedział, jak było”.

Jeśli nigdy nie komunikowałeś swoich uczuć, myśli i potrzeb w ten sposób, spróbuj wybrać kilka osób ze swojego otoczenia, z którymi najpierw spotkasz się w wyobraźni. To ćwiczenie będzie o tyle wartościowe, o ile znasz już różne konteksty wchodzenia z tymi osobami w relację (np. rozmowa z Twoim pracownikiem w biurze), bo możesz sobie zwizualizować prawdopodobną sytuację. 

Wyobraź sobie, że stoisz (albo siedzisz) uważnie przed daną osobą. Przeskanuj swoje ciało, uczucia, potrzeby i myśli, a potem, kiedy będziesz gotów, zapisz na kartce to, co chcesz tej osobie powiedzieć. Nie przejmuj się, jeśli na początku będzie Ci się to wydawało sztuczne albo dziwne – to objaw dysonansu poznawczego, który się włącza, kiedy robisz coś inaczej niż zwykle. Kiedy pracuję ze swoimi klientami, taki sposób komunikacji b...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Zaloguj się

Przypisy