Brak wyników

Zdrowie i kariera

16 kwietnia 2019

NR 2 (Kwiecień 2019)

Mindfulness w świecie prawa. Praktykowanie mindfulness a zawód prawnika

0 138

Prawnik powinien kierować się zasadą: najważniejszy jest człowiek. Aby w pełni to zrozumieć, sam człowiekiem musi pozostać. Nie zatracić się w dosłownym brzmieniu kodeksów, ale stosować wykładnię uwzględniającą szereg czynników, które są efektem związków pomiędzy ludźmi, emocji, które nimi kierują, czyli zwracać uwagę na szeroko pojęty kontekst. Nie zatracić się w wyścigu zakończonym wygranym procesem, lepszą posadą czy wystawioną fakturą, bo w jego trakcie zapomni o dobru swojego klienta, a na mecie może go czekać zawodowe i ludzkie wypalenie.

Zawód prawnika nie sprowadza się wyłącznie do sprawnego wykonywania rzemiosła polegającego na poruszaniu się w gąszczu przepisów. To nie jest również jedynie uprawianie fechtunku intelektualnego, w którym zwycięstwo zdeterminowane jest bystrością umysłu, szybkością reakcji i nabytą wiedzą. Wykonywanie zawodu prawnika jest także, a może niekiedy przede wszystkim, sztuką porządkowania interakcji międzyludzkich, umiejscawiania ich w ramach prawnych – w miarę możliwości bez naruszania wolności jednostek oraz w służbie i obronie ich słusznych interesów. Prawo, przynajmniej w założeniu, powinno stać na straży wartości – wartości, które w odczuciu obiektywnym są istotne, tj. prawa do życia i jego ochrony, prawa do ochrony zdrowia, wolności, swobody religii i wyznania, stosunków rodzinnych, godności, własności itd. Idea, która powinna towarzyszyć nam, prawnikom, w naszej pracy, wyraża się w pomaganiu ludziom traktowanym jako pojedyncze jednostki oraz tym tworzącym zbiorowość ujętą w różnego rodzaju mechaniz­mach państwowych czy firmowych.

Prawnik – zawód szczególnego ryzyka. Mindfulness a radzenie sobie ze światem wewnętrznym i zewnętrznym

Bycie prawnikiem to również radzenie sobie z emocjami: własnymi i swoich klientów. Poprzez pracę prawnika nad sobą samym świat zyskuje podwójnie. Udoskonalamy swoje człowieczeństwo oraz kompetencje zawodowe, a rozwiązując konflikty w nas samych, jesteśmy w stanie z większym powodzeniem rozwiązywać konflikty międzyludzkie. W tej drodze pomaga praktyka i podejście określane pojęciem mindfulness (uważność). I nie jestem w tym głęboko ugruntowanym przekonaniu odosobniona. Świat prawniczy, ­szczególnie na Zachodzie, już jakiś czas temu zdał sobie sprawę z dobrodziejstw płynących z pracy nad emocjami, myś­lami i ciałem. Prawników przestaje więc dziwić odwoływanie się do praktyk medytacyjnych jako narzędzi służących do redukcji stresu, lęków czy napadów paniki. Bycie uważnym, uważność, która jest fundamentem mindfulness, nie tylko polepsza naszą wewnętrzną percepcję samych siebie, ale również pozwala nam sprostać wyzwaniom, które stawia przed nami świat zewnętrzny. Świat, który już sam w sobie, bez zasługi naszej i naszych mocodawców, jest „nabodźcowany”. 

Regularne praktykowanie mindfulness czyni pracę naszych umysłów bardziej efektywną, wyostrza wrażliwość. Jako prawnicy stajemy się bardziej otwarci na nowe rozwiązania, zbaczamy z utartych ścieżek, poszukujemy innych rozwiązań, z korzyścią dla naszych klientów. Można powiedzieć, że dzięki medytacji pobudzającej aktywność określonych obszarów naszego mózgu budujemy nowe połączenia w tym organie, a ta neuroplastyczność wyzwala nas z oków schematycznego myślenia – w skrócie i przekładając na język prawniczy, zaczynamy tworzyć precedensy. Gdy umiejętnie radzimy sobie z własnymi emocjami, jesteśmy w stanie bez agresji rozwiązywać spory, czyniąc je wymianą ­argumentów, a nie zażartymi, bratobójczymi konfliktami. Od naszych umiejętności, również pozaprawnych, zależy bowiem, czy konflikty będą eskalować, czy zostaną rozwiązane w stadium, w którym straty – szczególnie na poziomie ludzkim, emocjonalnym – będą minimalne albo nie pojawią się wcale. 

Zawód prawnika jest zawodem szczególnego ryzyka. Już od studiów obcujemy z materią, która jest dla nas trudna. Trudna pod wieloma względami. Przytłacza nas ilość wiedzy, którą musimy przyswoić. Prawnik nie kończy swojej nauki wraz ze zdaniem egzaminu ­zawodowego – uczymy się całe życie m.in. po to, aby być na bieżąco ze zmieniającymi się przepisami, aby sprostać oczekiwaniom naszych klientów funkcjonujących w codziennie ewoluującym świecie. Jednak to nie ogrom wiedzy, którą musimy posiąść, czyni ten zawód „niebezpiecznym”. Obarczony jest on potężnym ładunkiem emocjonalnym, który z czasem przemienia się w ciężar, jeżeli nie niemożliwy, to trudny do uniesienia. Gdy rozwiązujemy problemy, uczestniczymy w nich, a to nie pozostaje bez wpływu na naszą psychikę. Ponadto w powszechnej świadomości jesteśmy jako prawnicy zakonotowani w społeczeństwie w określony sposób, który łączy w sobie wybuchową mieszankę szacunku i negatywnych skojarzeń. Jesteśmy „zakodowani” na walkę, stajemy do wiecznego wyścigu. Skoro wybraliśmy ten zawód, oznacza to, że możemy znieść więcej niż zwykły śmiertelnik. Pożądamy wymiernych rezultatów naszej pracy, które wyrażają się poprzez sukcesy przekładające się na materialne korzyści, odpowiedni według nas status życiowy. Nie można oczywiście generalizować i przykładać równej miary do wszystkich wykonujących ten zawód, ale faktem jest, że odsetek – na świecie i w Polsce – osób cierpiących na depresję, stany lękowe, ataki paniki, tzw. wypalenie zawodowe, sięgających po różnego rodzaju używki wśród prawników w stosunku do całej populacji jest nader wysoki, a pokusić się można o twierdzenie, że biorąc pod uwagę podział na zawody – jeden z wyższych. Nie bierze się to znikąd. Pracują na to m.in. stres, przerost ambicji, izolacja zawodowa, frustracja wywodząca się z niemożności sprostania oczekiwaniom i osiągnięcia zamierzonych celów. Na studiach maluje się przed nami fascynującą przyszłość, wizje te podsycane są m.in. przez oczekiwania rodziców, którzy często sami są prawnikami, oraz wyobrażenia o wykonywaniu naszego zawodu rodem z hollywoodzkich filmów. Niestety, konfrontacja z rzeczywistością bywa okrutna, a wtedy tylko od nas samych zależy, jak sobie z tym zderzeniem poradzimy.
 

W firmach zaczyna się zauważać odwrót od traktowania pracowników przedmiotowo, jak pozycji w tabelkach, z których należy wycisnąć, ile się da, w stronę nadawania im słusznej podmiotowości.


Nie ma uważności bez współczucia

Medytacja jest formalną częścią mindfulness, dzięki której nabieramy pewnych umiejętności w nieformalnej praktyce mindfulness, czyli w życiu. W medytacji, trenując ciało i umysł, nabieramy świadomości obydwu. Stajemy się uważni, stajemy się obecni wobec doświadczeń płynących z nas samych i tych ze świata zewnętrznego. Poprawia się nasza koncentracja, samoświadomość, zaczynamy panować nad emocjami, które nas kiedyś spalały. Redukujemy negatywny wpływ stresu na umysł, na organizm. Myśli i uczucia przepływają przez nas, a my, obserwując je oraz nasze reakcje, również te dotyczące ciała, nie oceniamy ich, a przyglądając się im, nie dajemy im się na dłużej zagnieździć w naszych umysłach. Niewątpliwie w pracy prawnika to niezwykle przydatne cechy. Jednak jeśli skupimy się tylko na tych elementach praktyki, będziemy budować wyłącznie własne ja, które w przypadku niektórych prawników i tak jest już wyjątkowo silnie rozbudowane. Będziemy pracować bardziej efektywnie, dostrzegając wcześniej pominięte szczegóły spraw, napiszemy lepsze pozwy, skonstruujemy wielostronicowe umowy czy skargi kasacyjne. Prawdopodobnie w następstwie tego zyskamy większą liczbę klientów, zdobędziemy lepszą pracę, a w związku z tym zarobimy więcej pieniędzy. Jednak jeśli skupimy się na rozwijaniu uważności wyłącznie dla samych siebie, będziemy budować poczucie tylko własnego spełnienia, tworzyć świat odgrodzony od naszych klientów i ich problemów. Sterylny i nietykalny, a zarazem kruchy, bo powstały w odcięciu od drugiego człowieka. Z jednej strony to dobrze, że ucząc się samych siebie, możemy zidentyfikować znaki płynące z naszego ciała w odpowiedzi na konkretne osoby czy sytuacje. 

Dzięki temu możemy przewidzieć nasze reakcje, powstrzymać te negatywne, tak często nacechowane agresją, która nie musi być immanentnie związana z naszą profesją. To jednak wciąż za mało. To współczucie, bez którego nie ma prawdziwej uważności, uczyni nas tak naprawdę lepszymi prawnikami.
Uważność opierająca się na współczuciu pozwala nam dostrzegać różne aspekty spraw, rozumieć intencje, które kierują ludźmi, a przez to przewidywać potencjalne następstwa ich czynów. Czyni nas otwartymi na innych. Od dziecka słyszałam twierdzenie, że prawnik musi być też dobrym psychologiem. Obruszałam się na początku, gdy słyszałam to z ust mojej mamy. Przecież w pracy prawnika miała liczyć się wyłącznie wiedza, miał już zawsze istnieć prymat intelektu nad emocjami. Prawo miało być traktatem o wyższości nauki nad wszystkim, co nauką nie jest. Z czasem zrozumiałam, że może w dużym uproszczeniu, ale w tym zdaniu, którym nasiąknęłam w domu, zawarta jest jedna z fundamentalnych prawd o naszym zawodzie. Aby rozwiązać problem, najpierw musimy zidentyfikować jego źródło. 

Źródłem problemu nie jest naruszenie norm prawnych samo w sobie, ale człowiek, który je narusza. Otwierając się na rację i poglądy drugiego człowieka, nawet naszego adwersarza, torujemy drogę do sprawniejszego rozwiązywania konfliktów, które w istocie rzeczy mogą okazać się sprawami możliwymi do rozstrzygnięcia polubownie. Zrozumienie ­skomplikowa­nych emocjonalnych powiązań między ludźmi, nie tyl­­­ko tych dotyczących życia prywatnego, a...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Zaloguj się

Przypisy