Brak wyników

Zdrowie i kariera

7 sierpnia 2019

NR 4 (Sierpień 2019)

Komunikacja i relacje jako wyznacznik współczucia. Czy wewnętrzny tyran może także współczuć?

0 92

Komunikacja interpersonalna jest procesem, podczas którego ludzie posługują się symbolami informacyjnymi, tzw. komunikatorami (dźwięk, słowo, litery, gesty itp.). Najprostszy sposób komunikowania się polega na przekazaniu przez nadawcę informacji (werbalnej lub niewerbalnej) i odebraniu jej przez odbiorcę. Każda komunikacja może być realizowana w postaci ustnej, pisemnej lub innych form wizualnych, a także przez mowę ciała, czyli różnego rodzaju gesty, postawę, mimikę, barwę czy ton głosu (Adler, Rosenfeld, Proctor 2016).

Adams i Galanes (2008) interpretują komunikację jako proces tworzenia, nadawania, odbierania i interpretowania komunikatów między ludźmi. Autorki rozszerzają definiowane pojęcie, pisząc dalej: „Komunikacja jest niezwykle skomplikowanym procesem, angażującym ludzkie zmysły, uczucia, znaczenia oraz kulturowe doświadczenia, a nie tylko prostą kwestią użycia rzeczowników i czasowników”.

Można więc uznać, że komunikacja to pojęcie nadzwyczaj szerokie, które znajduje odzwierciedlenie w wielu sferach życia. Generalnie umożliwia ona przepływ różnego rodzaju informacji (ocen, sądów, sugestii), jest przez to nieodzownym elementem naszego życia.

Pojawia się zatem pytanie, czy odpowiednia komunikacja może stanowić klucz do poprawnych relacji ­interpersonalnych.

Relacje

Relacje to pojęcie używane przez ludzi dość często, lecz niełatwo nam zdefiniować, co ono dokładnie oznacza. Nawet naukowcy, którzy całe zawodowe życie poświęcili badaniu relacji, nie są zgodni co do znaczenia samego terminu. Formułowane przez nich definicje zawierają określenia takie jak: bliskość, wpływ, zaangażowanie, intymność, ale próby stworzenia jednej definicji są niełatwe. Inaczej mówiąc, relacja jest w większym stopniu procesem aniżeli formą (Adler, Rosenfeld, Proctor 2016).

Jednym z czynników znajdujących się u podstaw relacji jest podobieństwo – osoba, z którą zbudowaliśmy relację, stanowi wyznacznik społecznego potwierdzenia tego, że nasze wartości, osądy, upodobania nie są osamotnione w społecznej przestrzeni funkcjonowania. Kolejnym aspektem podobieństwa jest przewidywalność – preferencje drugiej osoby są nam znane, często podzielamy wspólne wartości, a także to, jakie lubimy oglądać filmy, do jakich restauracji chodzimy czy w kolejce po bilety na jaki koncert będziemy stać cztery godziny. Poza tym myślenie „ktoś jest do mnie podobny, więc musi mnie lubić” również jest znaczącym czynnikiem relacji w obszarze podobieństwa. Znane powiedzenie, że przeciwieństwa się przyciągają, znajduje swoje potwierdzenie w aspekcie komplementarności, czyli uzupełniania posiadanych cech przez jednego z partnerów cechami drugiego. W niektórych związkach te różnice wzmacniają relacje (Fisher 2007). W sposób akceptujący i z uśmiechem wobec pojawiających się sporów w relacjach komplementarnych możemy dodać: jak pięknie się różnić… 

Zdrową relację intymną można opisać jako tę, która występuje między dwiema osobami odnoszącymi się do siebie w sposób, który wzbogaca, ożywia i nadaje im znaczenie zarówno jako jednostkom, jak i jako parze. Kluczowym aspektem takiego związku jest współczucie dla drugiej osoby. Ważnym fundamentem współczucia dla partnera jest współczucie dla samego siebie. A zatem – przynajmniej w kategoriach rozwojowych – uczucie do siebie poprzedza uczucie do innych ludzi. Ludzie muszą być w stanie odczuwać pewne emocje (np. strach lub smutek), aby umieć empatyzować z kimś innym, kto może odczuwać te emocje. Jeśli ludzie nie mogą odczuwać tych emocji, to nie będą odczuwać empatii. Jeżeli jednak ludzie mogą odczuwać emocje, mogą użyć perspektywy JA–TY, przyjmując ramy, w których stawiają się w sytuacji innej osoby, połączonej z transformacją funkcji emocjonalnych, aby odczuć emocje, które odczuwają również inni (Dahl, Stewart, Kaplan, Martell 2013). Poniżej w artykule możemy odnaleźć przykład dialogu terapeutycznego ukierunkowanego na zdolność okazywania sobie współczucia, otwierającego możliwość tworzenia zdrowych, witalnych relacji.

Zaufanie

Komunikacja na poziomie emocjonalnym, a szczególnie ta zbudowana na współczuciu, ma duże znaczenie dla tworzenia autentycznej relacji pomiędzy ludźmi. Nieodłącznym elementem relacji jest zaufanie. Zasadniczo jest ono stanem emocjonalnym, dynamicznym i kruchym, zmieniającym się w zależności od sytuacji, w której się znajdujemy. Możemy budować zaufanie bardzo długo i stracić je w ciągu kilku chwil. Zaufanie jest obecne w relacjach i w prawie każdej sytuacji odgrywa bardzo istotną rolę. W Psychologii miłości Bogdan Wojciszke (2012) pisze: „…zaufanie to pewność, że ze strony innego człowieka spotka nas raczej dobro niż zło. Zaufanie jest pozytywnym oczekiwaniem, że partner będzie starał się troszczyć o nasze dobro i je zaspokajać”. U podstaw zaufania leży zatem ufność, którą najczęściej budujemy w pierwszych latach życia, a kontekstem tworzenia się ufności jest najczęściej rodzina. Z tego właśnie środowiska wynosimy wzorzec ufności, który w dorosłym życiu stanowi schemat, czyli wszechobecny wzorzec życiowy oddziałujący na procesy poznawcze, emocje, wspomnienia, percepcję społeczną, interakcję z innymi ludźmi, a także wzorce zachowań (Arntz 2016).

Badania Daniela Siegela (1999) nad wpływem dostrojenia i współbrzmienia w relacji na procesy rozwoju mózgu wskazują, że ufny styl przywiązania sprzyja integracji neuronalnej i integracji osobowości dzięki dostrojonym komunikatom, spójnej narracji czy kojeniu negatywnych stanów umysł–ciało. Wczesne ­doświadczenia przywiązania mają moc wpływania na mózg i relacje przez całe życie, a nowe relacje wspierają zdrowy rozwój w każdym wieku. Louis Cozolino wskazuje na uzdrawiającą witalność relacji, które modyfikują zaburzenia przywiązania poprzez „przeprogramowanie” mózgu. Relacja terapeutyczna stanowi bezpieczną, stabilną bazę, która z czasem może ułatwić właśnie tę przemianę.

Terapia skoncentrowana na współczuciu

Coraz częściej dowiadujemy się, jak ważne jest, aby to właśnie terapeuta funkcjonował jako bezpieczna baza dla klientów w procesie odkrywania trudnych doświadczeń i pracy z nimi (Wallin 2007, Knox 2010). Funkcja ta jest szczególnie ważna w terapii opartej na współczuciu (compassion-focused therapy – CFT). Podstawowym celem CFT jest udzielenie klientom/pacjentom pomocy w uzyskaniu odpowiedniego systemu regulacji emocji i poczucia bezpieczeństwa oraz praca dla nich, aby pomóc im w uzyskaniu tego poczucia nawet w obliczu zagrażających doświadczeń i emocji, z którymi mierzą się w życiu (Kolts 2016 za: Gilbert 2009).

Terapeuta CFT, służąc jako bezpieczna baza dla klientów, stara się uosabiać pewne cechy w trakcie sesji terapeutycznej. Chcemy, aby ogólny kontekst terapii był kontekstem ciepła, w którym klient/pacjent czuje się akceptowany, słyszany, wspierany i zachęcany w kontaktach i odkrywaniu trudnego bagażu emocjonalnego. Celem Paula Gilberta, twórcy terapii opartej na współczuciu (CFT), nie było stworzenie całkowicie nowego modelu psychoterapii konkurującego z innymi modelami terapii, ale zintegrowanie i rozwinięcie tego, co obecna nauka mówi nam o tym, jak ludzie stają się tacy, jacy są, i jak możemy najlepiej pomóc im w pracy z cierpieniem, gdy sprawy układają się nie tak, jak należy (Kolts 2016). 

Początki CFT sięgają lat 80. XX w. Paul Gilbert zauważył, że wielu jego klientów ma głęboko zakorzeniony samokrytycyzm, wstyd i niechęć do siebie. Zauważył również, że u tych pacjentów tradycyjne techniki terapii poznawczej, takie jak restrukturyzacja poznawcza, czyli zmiana negatywnych myśli, nie powodowały zmiany w kierunku zdrowienia. Klienci byli w stanie zidentyfikować swoje trudne myśli, rozpoznając je jako ­irracjonalne, a nawet sklasyfikować je pod względem błędów w myśleniu. Byli w stanie także spojrzeć na rzeczywistość swojego życia i wygenerować bardziej racjonalne, oparte na dowodach myśli alternatywne. Istniał jednak pewien problem: pomimo całej tej pracy nie czuli się lepiej (Gilbert 2010). U tych klientów Gilbert zaobserwował brak zgodności między tym, co myśleli, a tym, co czuli (niedopasowanie poznawczo-emocjonalne), co utrudniało im terapię. Przekonał się, że uspokajające myśli są pomocne tylko wtedy, gdy uspokajają klientów. W przypadku klientów o wysokim stopniu samokrytyki często to nie działało.
 

Samokrytykujący styl motywowania się

Do gabinetu psychologa zgłosił się Tomasz, 40-letni mężczyzna z wyższym wykształceniem, w związku od 10 lat, mający siedmioletniego syna. Pan Tomasz niedawno zakończył budowę domu. Pracuje jako project manager, kilka przedsięwzięć zakończył z sukcesem, jest osobą rozpoznawalną w branży IT.

– Dzień dobry, panie Tomaszu, z czym pan do mnie przybywa?
– Nie czuję się szanowany, doceniany w pracy. Finalizuję kolejne realizacje, a ostatnio szef koncernu mnie pyta, jak może mi pomóc. Wie pan, takie słowa w niemieckiej firmie nie są próbą wsparcia, tylko świadczą o tym, że sobie nie radzę i trzeba mi pomóc, tzn. że coś robię źle.
– Zapytał pan swojego przełożonego, co miał na myśli?
– Nie zapytałem, tylko naskoczyłem na niego: „Co mi sugerujesz?! Że sobie nie radzę? O co ci chodzi?! Tyram po 12 godzin dziennie!”.
– Co odpowiedział?
– Żebym sobie wziął kilka dni urlopu i że wrócimy do tematu kiedy indziej.
– I co pan o tym pomyślał?
– Że nie mam czasu na urlop, muszę dokończyć wdrożenie dla Japończyków.
– O… wow! Pracuje pan dla Japończyków, musi być pan dobry w swoim fachu…
– Staram się, ale wie pan, jak jest. Konkurencji dużo, teraz młodsi wchodzą na rynek, dużo potrafią i nie mają zasad, po trupach do celu.
– Rozumiem, ale pan ma duże doświadczenie i już kilka lat zarządza projektami IT.
– Niby tak, ale wiecznie po 12 godzin pracował nie będę.
– Chciałbym wrócić do tej sytuacji z szefem, jeżeli jest to dla pana w porządku…
– Tak, niech pan pyta…
– Co pan pomyślał i co pana tak zdenerwowało, że temu biedakowi tak się oberwało?
– Już mówiłem… Że pewnie chce mi dać do zrozumienia, że sobie nie radzę.
– A jak pan ocenia swoją pracę? Radzi pan sobie?
– Sam już nie wiem. Wiecznie słyszałem, że sobie z niczym nie radzę i skończę pod mostem…
– Od kogo pan to słyszał?
– Od ojca. Zaraz będzie pan mówił, że to przez niego. Nieprawda! Już pana uprzedzę. Tak mówił, jak byłem dzieckiem, teraz już mam czterdziestkę na karku i swoją rodzinę, więc ojciec nie ma tu nic do rzeczy. Każdy projekt robię dokładnie, wszystkie szczegóły dopracowuję do dziesiątej cyfry po przecinku, żeby wszystko było super, a i tak powiem panu, że nie jestem zadowolony do końca, bo to wszystko nie jest tak do końca super…
– Co pan ma na myśli, mówiąc „wszystko”?
– Zawsze jest tak, że nie będzie idealnie!

Na podstawie powyższych wypowiedzi można stwierdzić, że u pana Tomasza może uwidaczniać się schemat wymagającego rodzica, napędzony do spełnienia wygórowanych standardów z elementem samopoświęcania się i przedkładania potrzeb innych ludzi nad własne.

– Co pan czuje, kiedy mi to opowiada, o tamtej sytuacji z pracy?
– Jestem wściekły.
– Rozumiem. A odczuwa pan tę wściekłość gdzieś w ciele, boli pana coś może, czuje pan napięcie albo uścisk?
– W gardle mnie dusi, nie mogę potem jeść, jak się zdenerwuję…

Dominującą emocją u pana Tomasza jest złość, a z ciała płynie uczucie ucisku w przełyku, uniemożliwiającego jedzenie.

Dlaczego złość jest taka ważna dla pana Tomasza?
W terapii CFT zastanawiamy się, jakie ważne powody leżą za zachowaniem klienta, nie oceniamy go, gdy interpretujemy, czym się mógł kierować w tym konkretnym przypadku, reagując impulsywnie złością wobec szefa. Myślimy, jaki to ma sens dla klienta. Za jego zachowaniami, reakcjami, emocjami na pewno kryją się ważne powody. Terapeuta i klient stoją po tej samej stronie i każdy z nich zastanawia się nad rozwiązaniem.
Przykładowo: załóżmy, że menedżer stara się pomóc pracownikowi w realizacji zadania, nie wie jednak, że ten w dzieciństwie był „motywowany” przez ojca silną krytyką: „weź się w garść, bo nic z ciebie nie będzie”, „masz marchwiane ręce, nic nie potrafisz zrobić porządnie”, „mógłbym sto razy tłumaczyć, ale i tak nic nie zrozumiesz”. To taka sytuacja, w której nieświadomy menedżer, chcąc pomóc, może wzmocnić wewnętrznego krytyka. Ten samokrytyczny wzorzec komunikacji wewnętrznej jest często przez klientów paradoksalnie wskazywany jako skuteczny w motywowaniu samego siebie. Jak myślisz, czy ten pouczający i srogi szef jest skuteczniejszy od tego cierpliwego i wyrozumiałego, który wcześniej wytłumaczy, czego oczekuje, ustali razem z Tobą, jak można osiągnąć dobre efekty, dzięki któremu będziesz w stanie osiągnąć więcej, okazując troskę sobie, traktując siebie z godnością i zrozumieniem?

– Panie Tomaszu, a jaka pojawia się myśl w czasie wykonywania projektów, dbania o szczegóły, dopracowywania wszystkiego do dziesiątej cyfry po przecinku?
– Myśl? No nie wiem… Chyba: „dasz ra...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Zaloguj się

Przypisy